Kontakt: factio.pl@gmail.com

Skóra

Wrocław, rok 2009. Nadkomisarz Władek Majchrzak, doświadczony policjant wydziału zabójstw Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, wiedzie ustabilizowane życie. Ma kochającą żonę, nowo narodzone dziecko, odnosi sukcesy w pracy.

Pewnego dnia w mieście pojawia się seryjny zabójca. Jaki wpływ na życie Majchrzaka będzie miała pogoń za psychopatą? Czy jego małżeństwo przetrwa tę próbę? Czy odbije się na jego przyjaźni z kolegami z pracy?

Ciemna strona miasta, przemoc sprawcy zabójstw, praca policjantów, starcie charakterów – tutaj nie ma miejsca na kompromisy. Czy inteligencja mordercy pokona doświadczenie i wiedzę śledczych?

 

Dojechaliśmy z Mielnickim do Komendy tuż za samochodem wiozącym zatrzymanego. Podjechaliśmy do bocznego wjazdu, aby nie wzbudzać sensacji facetem w samych gaciach, prowadzonym przez antyterrorystów. My poszliśmy do pokoju w wydziale, a antyterroryści zaprowadzili podejrzanego do pokoju przesłuchań.
Usiadłem na krześle i wyciągnąłem z szuflady zapomnianą paczkę papierosów. Odpaliłem jednego i mocno się zaciągnąłem. Dym gryzł, ale chwilę go przytrzymałem w ustach. Artur spojrzał na mnie i spytał:
– Ty jarasz?
– Czasem muszę.
– Spoko, twój rak. Tylko nie licz potem na to, że w szpitalu będę ci bananki kupował. Kawy chcesz?
– Zrób – odpowiedziałem.
Mielnicki wstawił czajnik z wodą i zaczął sypać kawę do kubków. To nasze zachowanie miało jeden cel – zatrzymany siedząc przez chwilę sam mógł być bardziej skłonny do zeznań. Są dwie szkoły przesłuchań. Jedna mówi, że trzeba iść za ciosem i na gorąco brać się za podejrzanego. Maglowanie powinno rozpocząć się, zanim podejrzany zdąży ochłonąć i poukładać sobie w głowie to, co ma mówić. Druga szkoła polega na tym, że podejrzany ma chwilę dla siebie – aby zrozumiał powagę sytuacji i zastanowił się kilka razy, zanim zdecyduje się kłamać.
Zdecydowałem, że trzeba poczekać. Moja decyzja była podyktowana również stanem słuchu zatrzymanego. Dałem czas, aby Rowecki doszedł choć trochę do siebie i zrozumiał, o co pytam.
Gdy Artur zrobił kawę i postawił ją na biurku, spojrzałem na niego i zadałem pytanie:
– Artur, tak szczerze. Myślisz, że to on?
– Szczerze? Nie. Myślę, że to ktoś inny. Bardziej mi pasuje pewien facet, ale wiem, że szef jego stara się wykluczyć.
– Dzięki za szczerość. Dobra, zaczynajmy – powiedziałem i wziąłem kawę do ręki.
Niecałą minutę później weszliśmy do pokoju przesłuchań, gdzie na krześle siedział Rowecki, a za nim stało dwóch antyterrorystów. Usiedliśmy na wprost zatrzymanego. Chwilę mu się przypatrywałem, po czym zapytałem:
– Jak słuch?
– Już lepiej. Trochę dzwoni w uszach, ale przynajmniej słyszę.
– To dobrze. Będziesz miał możliwość usłyszeć zarzuty, jakie mamy zamiar ci postawić.
– Proszę pana. Ja nie wiem o co chodzi. Nic złego nie zrobiłem. Nawet nigdy nie miałem problemów z prawem.
– No widzisz. A teraz masz – powiedział Artur.
– Ale ja nic nie zrobiłem…
– Chcesz po dobroci mówić, czy mam cię bić? – spytałem.
Rowecki zrobił duże oczy z niedowierzania.
– Bić?
– No, bić. Napierdalać – powiedziałem.
– Ale przecież nie wolno bić.
– A kto mi zabroni? Słuchaj chłopcze, powiem ci coś. Wiesz, co to jest prawo?
Zatrzymany kiwnął głową.
– No widzisz. Więc jak ktoś łamie prawo, to oznacza, że prawo ma w dupie. Zgadza się?
Rowecki ponownie przytaknął.
– Skoro ktoś ma w dupie prawo, to dlaczego oczekuje, że prawo będzie go chronić? Skoro, przykładowo, Ty złamałeś prawo, to dlaczego ja mam się trzymać jego litery? Skoro, przykładowo, ty zabiłeś kobietę, to dlaczego ja miałbym ci nie przypierdolić? – spytałem.
– Ale przecież pan stoi na straży prawa i musi je respektować.
– Ja nic nie muszę. Powiem ci coś. Człowiek musi się wysrać. To jest praktycznie jedyna rzecz, na jaką nie mamy wpływu. Jak nie zjem, to będę głodny. Jak się nie napiję, to będę spragniony. A jak zachce mi się srać, to nie mam możliwości by to powstrzymać. Zesram się, czy tego chcę, czy nie.
Rowecki milczał. Wyglądało to tak, jakby zastanawiał się nad moimi słowami. Artur uśmiechał się pod nosem, a stojący za przesłuchiwanym antyterroryści mieli minę, jakby powstrzymywali śmiech.
– Zadam ci kolejne pytanie. Wolisz z otwartej, czy z pięści?
– Ale panie policjancie, ja nie wiem o co chodzi. Jakby mi pan powiedział, to obiecuję, że powiem wszystko, co wiem.
– Dobra, spróbujmy. Jak się nazywasz?
– Rowecki. Mateusz Rowecki.
– Czy znasz Alicję Sobczak?
– Alicję? – spytał zaskoczony Rowecki.
Wstałem z krzesła i zacząłem podchodzić w stronę zatrzymanego. Stojący za nim policjanci z wydziału realizacji lekko drgnęli.
– Tak, znam. Znam Alicję – powiedział Rowecki, zanim zdążyłem podejść bliżej
– Gdzie ona jest?
– Nie mam pojęcia.
– Spotykałeś się z nią – wtrącił się do przesłuchania Artur.
– Tak, poznałem ja kilka dni temu. Spotkaliśmy się kilka razy.
– A ostatnio byłeś z nią na randce, zgadza się? – spytał Mielnicki.
– Byłem. Ale musiałem zakończyć spotkanie szybciej. Alicja też czuła się trochę źle i też chciała szybciej skończyć spotkanie.
– Co miałeś na studiach? – spytałem.
– Studiach?
– No, kurwa, studiach! Przecież jesteś lekarzem, więc kończyłeś chyba jakieś studia. Medycynę choćby – powiedziałem.
– Aaa… To ja już powiem. Nie jestem lekarzem.
– Kurczę, a już myślałem. Wiesz, mam takiego przełożonego, który ma hemoroidy od trzymania stołka i myślałem, że pan doktor go obejrzy.
Artur parsknął śmiechem. Spojrzałem na niego srogo.
– Słuchaj doktorku. To, że nie jesteś lekarzem, to ja wiem. Powiedz tylko, dlaczego niektórzy mogą myśleć inaczej.
– Bo ja na ten tekst ściemniam panny. Jak mówię, że jestem lekarzem, to łatwiej wyrwać.
– Łatwiej wyrwać, a potem zabić?
– Zabić?
– No zabić. A ty myślałeś, że zwinęliśmy ciebie za pomocą antyterrorki za jazdę na gapę? Kurwa, doktorku, trochę powagi.
– Ja nikogo nie zabiłem. Musi mi pan wierzyć – Rowecki prawie płakał.
– Już ci coś mówiłem na ten temat. Poza tym jestem niewierzący.
Rowecki zaczął się trząść, łzy płynęły mu po twarzy. Wiedziałem, że facet jest załamany psychicznie.